Sobota, 04 grudnia 2021 r. imieniny: Barbary, Hieronima, Krystiana Sobota I tygodnia adwentu | Wspomnienie dowolne Św. Jana Damasceńskiego, św. Barbary

Fotogalerie

MSZA IMIENINOWA KS.ARTURA

MSZA IMIENINOWA KS.ARTURA

166
27
utworzono : 2021-10-05 21:38
MSZA IMIENINOWA KS.DOMINIKA 6.08.2021 r.

MSZA IMIENINOWA KS.DOMINIKA 6.08.2021 r.

265
56
utworzono : 2021-08-06 21:16
URODZINY NASZEGO PROBOSZCZA 22.07.2021 r.

URODZINY NASZEGO PROBOSZCZA 22.07.2021 r.

245
12
utworzono : 2021-07-23 13:53
OSTATNIA ZBIÓRKA MINISTRANTÓW PRZED WAKACJAMI

OSTATNIA ZBIÓRKA MINISTRANTÓW PRZED WAKACJAMI

278
30
utworzono : 2021-06-19 11:45
BOŻE CIAŁO 03.06.2021 r.

BOŻE CIAŁO 03.06.2021 r.

344
66
utworzono : 2021-06-03 21:59

więcej fotogalerii »

Wspólnota Ojca Pio

cuda św. Pio

Biografia św. Pio oraz jego akty ukazujące bliskość Boga.


WIELKI CUDOTWÓRCA


Dnia 23 września 1968 roku w miasteczku San Giovanni Rotondo, w prowincji Foggia, zmarł Ojciec Pio z Pietrelciny, kapucyn zwany „bratem ze stygmatami", ponieważ nosił na swym ciele znaki męki Chrystusa. Zmarł w wieku 81 lat. W jego pogrzebie wzięło udział ponad sto tysięcy osób przybyłych z różnych stron Włoch, cieszył się on, bowiem ogromną popularnością nie tylko wśród katolików, ale również w środowiskach laickich i agnostyków. Od śmierci Ojca Pio minęło ponad dwierd wieku, a były to lata ważnych wydarzeo i przemian polityczno-społecznych, które wstrząsnęły Włochami, Europą i całym światem. Człowiek stanął na Księżycu, a wysyłane przezeo satelity badają kosmos w poszukiwaniu innych cywilizacji. Ludzie bardzo zmienili się w owym czasie. Zdają się byd mniej wrażliwi na sprawy ducha, a przecież osobę Ojca Pio otaczają nieustannie wielką czcią. Grób zakonnika, jak i miejsca, w których przebywał, są celem coraz tłumniejszych pielgrzymek. O Ojcu Pio napisano dziesiątki książek. Co pewien czas poświęcane są mu obszerne artykuły, filmy dokumentalne, specjalne programy i reportaże. Niestety, treśd owych książek i publikacji dziennikarskich ogranicza się do opisu „ludzkich losów" Ojca Pio. Nie wspomina się w nich o mistycznym i taumaturgicznym aspekcie jego życia, dzięki któremu stał się wyjątkowym zjawiskiem religijnej historii naszego stulecia oraz jedną z najwspanialszych postaci w historii Kościoła. Życie „ziemskie" Ojca Pio było nieprzerwanym pasmem dramatycznych zdarzeo. Wokół jego osoby rozgrywały się rzeczy trudne wprost nie do pomyślenia, które uwikłały wielu zakonników, kapłanów, jak również biskupów, kardynałów, a nawet kilku papieży w sytuacje niejasne i bolesne. Dośd pomyśled, iż Ojciec Pio - uważany dziś za świętego – za życia pięciokrotnie napiętnowany został przez Kościół, jako mistyfikator i zmarł nie doczekawszy się oficjalnego odwołania ciążących na nim zarzutów. Dzieje życia kapucyna z Pietrelciny są bez wątpienia historią pasjonującą. Biografom dawała ona okazję do rozpisywania się o jego losach, tak mocno naznaczonych cierpieniem, zdradami, prześladowaniami, niesprawiedliwymi procesami i oskarżeniami. Lecz w ten sposób poniekąd obszerniej opowiedziano historię osób, które go „otaczały", niż historię Ojca Pio.
 Również i ja napisałem książkę o Ojcu Pio, pod tytułem „Ojciec Pio, człowiek nadziei”. Opublikowana została w 1984 roku przez wydawnictwo „Mondadori" i, jak śmiem przypuszczad, ze szczęściem, skoro po tylu latach wciąż jeszcze znajduje nabywców, a kilka miesięcy temu w serii „Bestseller Saggi" tegoż właśnie „Mondadori" ukazało się jej ósme z kolei wydanie. Niestety, również i ja, podobnie jak i wielu innych


  ISTOTA CUDÓW

autorów, popełniłem ten sam, zasadniczy błąd skupiając się głównie na tym, co tak ciężkim uczyniło ziemski żywot stygmatyzowanego kapucyna. Z pewnych istotnych powodów owa książka miała bez wątpienia duże znaczenie. Zanim jeszcze zacząłem ją pisad, miałem możnośd sięgnąd do niezmiernie cennych dokumentów, nie oglądanych przedtem przez żadnego innego biografa Ojca Pio. Dzięki temu w mej książce mogłem wyświetlid wiele kontrowersyjnych momentów z życia kapucyna, dziś już jasnych dla wszystkich, a trzymanych ongiś w ścisłej tajemnicy, by nie „urazid" ważnych osobistości kościelnych zwalczających Ojca Pio poprzez zniekształcanie głośnych i nader ważnych faktów. Stygmatyzowanego zakonnika poznałem osobiście w roku 1967 i do czasu jego śmierci zetknąłem się z nim dwukrotnie, publikując po każdym z owych spotkao relacje w poczytnym tygodniku włoskim. Moje artykuły zyskały przychylnośd grupy osób świeckich, zwących się „Przyjaciółmi Ojca Pio". Utworzyli oni pod tą nazwą formalne stowarzyszenie, z siedzibą w Genewie. W 1969 roku, czyli w rok po śmierci Stygmatyka, zaproponowali mi współpracę. Usłyszałem od nich wówczas takie oto stwierdzenie: „Ojciec Pio jest świętym. Prości ludzie wierzą w to i do niego kierują swe modlitwy, lecz Ojciec Pio nigdy nie zostanie wyniesiony na ołtarze, gdyż umarł potępiony przez Święte Oficjum. Najwyższy sąd kościelny nigdy nie przyzna się do popełnionego błędu. Trzeba ogłosid artykuły w obronie Ojca Pio śmiało wyjawiając, jak naprawdę toczyły się związane z nim wypadki". Propozycję przyjąłem. Przyjaciele Ojca Pio wprowadzili mnie do jednej z osiemnastowiecznych willi weneckich, gdzie zebrali, uporządkowali i oprawili w woluminy tysiące dokumentów dotyczących stygmatyka. Na studiowaniu tychże materiałów spędziłem długie miesiące, po czym napisałem serię artykułów, które wywołały wówczas ogromną sensację. Pozyskane zaś w owym archiwum informacje posłużyły mi do napisania mojej pierwszej książki. Lecz niestety - powtórzę to raz jeszcze - również i ja, poruszony do głębi dramatyzmem ziemskiego żywota Ojca Pio, krzywdami, jakie mu wyrządzano, i oszczerstwami, których mu nie szczędzono - skupiłem się nad kolejami jego ludzkiego losu zaniedbując aspekt taumaturgiczny. Na zaniedbanie to zwrócił mi uwagę wybitny przedstawiciel Kościoła, kardynał Giuseppe Siri, piastujący podówczas godnośd arcybiskupa Genui. Zdradził mi, iż chod nigdy nie poznał osobiście Ojca Pio, darzył go jednak wielkim szacunkiem. Z ciekawości chciałem sprawdzid, czy miałby odwagę publicznie wyrazid taką opinię. W owym okresie żadna instancja kościelna nie śmiała wypowiadad się przychylnie o stygmatyzowanym kapucynie, by nie popaśd w niełaskę Świętego Oficjum. Kardynał Siri znany był jednakże ze swej odwagi i stanowczości.
W udzielonym mi wywiadzie z całą powagą luminarza Kościoła stwierdził: „Uważam, iż Ojciec Pio jest największą postacią charyzmatyczną naszych czasów i jedną z najznakomitszych w historii Kościoła". Wypowiedź kardynała skierowała moją uwagę na charyzmaty i taumaturgiczny aspekt życia Ojca Pio, ten właśnie, który znamionował całą jego ludzką egzystencję i dzięki któremu skromny kapucyn z Pietrelciny przejdzie do historii. Życie Ojca Pio wypełnione było w istocie niewytłumaczalnymi faktami. Rozmawiając z przyjaciółmi często powtarzał: „Jestem tajemnicą dla samego siebie". Przez pięddziesiąt lat nosił na swym ciele stygmaty, świeże, broczące krwią rany, których nie udało się uleczyd żadnemu z badających go różnorakimi metodami lekarzy. Od jego osoby roztaczał się przyjemny zapach, wyczuwalny nawet na odległośd tysięcy kilometrów. Poprzez bilokacje dokonywał niewiarygodnych wprost „przemieszczeo" poza własne ciało. Potrafił czytad w myślach innych ludzi, znał szczegóły z życia prywatnego zupełnie obcych mu osób. Rozmawiał z umarłymi. Doznawał wizji istot nadprzyrodzonych, które wyjawiały mu tajemnice oraz mające się dopiero wydarzyd fakty. Dokonywał cudownych uzdrowieo. Wielu zatwardziałych ateistów za jego sprawą nagle nawracało się. Toczył bezustannie zażarte boje z nieczystymi mocami. Ojciec Pio był człowiekiem żyjącym „w styczności" z rzeczywistością, która jest tajemnicą, dlatego też jest on jakby „specjalnym" świętym. Wielkości Ojca Pio nie należy szukad jedynie w tym, z czego utkane były jego pełne udręki ziemskie losy. Śledząc uważnie koleje życia kapucyna z Pietrelciny, odnosimy wrażenie, że chodzi tu o jednego z owych średniowiecznych świętych, których nazywano „taumaturgami" - tymi, którzy czynili cuda. Takim na przykład był św. Antoni z Padwy. Ojciec Pio był wielkim taumaturgiem. Wokół jego osoby dokonywały się nieustannie rzeczy tak niezwykłe, iż uznano je za absolutnie niemożliwe, a zatem i niegodne uwagi. W mojej pierwszej książce o Ojcu Pio rozwinąłem szerzej wątek jego cierpieo i cnót. Tym razem zamierzam skupid się na jego „charyzmatach", czyli owych niezwykłych „darach", jakimi szczodrze obdzieliło go Niebo. Jest to dośd zuchwała próba wniknięcia w „tajemnicę", wejrzenia w sferę ducha, która wprawdzie daje się odczud, lecz wymyka się kontroli naszego rozumu. Jest to niełatwa próba, gdyż przyjdzie mi poruszad się po terenie podminowanym. Będę, przeto unikał skomplikowanych rozważao. Ograniczę się po prostu do jak najdokładniejszego przedstawienia faktów, popierając je materiałem dokumentalnym, zaś Czytelnikowi pozostawiam wyciągnięcie z niniejszej lektury wniosków dla siebie.


ISTOTA CUDÓW


 Ziemskie życie Ojca Pio było jednym pasmem kłopotów oraz fizycznych i duchowych cierpieo. Posądzony o oszustwa i mistyfikację, zwalczany przez swych
zakonnych współbraci, podejrzewany przez Kościół, upokarzany u kresu życia. Skooczony, godny politowania człowiek. Jego wędrówka ziemska przypominała historię Chrystusa, którego skazano na śmierd krzyżową, jako złoczyocę. Po śmierci Ojca Pio przyszedł jednakże czas na ujawnienie prawdy. Ojciec Pio nie był ani oszustem, ani mistyfikatorem. Był po prostu zniesławiany. Z bezgraniczną cierpliwością, z wielką pokorą i z niezłomną wiarą przyjmował oskarżenia, przykrości i upokorzenia. Zachował się po bohatersku, dlatego też Kościół postanowił wynieśd go na ołtarze.


PROCES BEATYFIKACYJNY


W 1969 roku, czyli rok po śmierci Ojca Pio, wszczęto postępowanie przygotowawcze do procesu beatyfikacyjnego. Pojawiło się przy tym wiele przeszkód ze strony dawnych wrogów tego zakonnika. Dopiero w listopadzie 1982 roku było możliwe rozpoczęcie właściwego procesu beatyfikacyjnego. Odtąd wszystko ruszyło w szybkim tempie. Przesłuchano dziesiątki świadków i zebrano 104 tomy zeznao i dokumentów. W 1979 roku cały materiał przesłany został do Rzymu, gdzie zajmie się nim komisja papieska. Badanie tej sprawy można uznad za zakooczone, toteż w niedługim czasie Ojciec Pio mógłby byd wyniesiony na ołtarze. Tak oto upadły wszystkie wątpliwości, podejrzenia i zarzuty ciążące na Stygmatyku przez całe jego życie. Ci, którzy uważali go za oszusta i mistyfikatora, zostali pokonani. Rozwiały się również uprzedzenia względem zadziwiającego następstwa cudownych zdarzeo w życiu „brata ze stygmatami". Niezwykłe zjawiska związane z jego osobą, z jego doznaniami duchowymi, z jego codziennym życiem; nadzwyczajne fakty, niepojęte rzeczy, jakie zdarzały się za jego przyczyną; cuda, jakimi obdarzał osoby zwracające się doo o pomoc - wszystko to nie było wywołane histerią, czy też autosugestią, jak często powtarzali wrogowie Ojca Pio. Dzisiaj sprawa jest jasna i owe fakty uważa się za autentyczne.


WIZYTÓWKI BOGA


 Jaką mają wartośd? Jaki jest ich właściwy sens? Jakie stanowisko przyjmuje Kościół wobec cudów i nadzwyczajnych znaków, pojawiających się w życiu świętych? W naszej książce chcemy mówid przede wszystkim o takich właśnie faktach. Zanim jednakże podejmiemy opowiadanie, wypada najpierw poszukad odpowiedzi na powyższe pytania. Termin „cud" - po łacinie miraculum, czyli „rzecz budząca podziw" - w swym znaczeniu teologicznym rozumiany jest jako wydarzenie wykraczające poza działanie wszystkich sił natury. Jego dokładna definicja teologiczna brzmi następująco: „Fakt postrzegany zmysłami, zaistniały dzięki specjalnej interwencji Boga, poza zwyczajnym biegiem natury i dla celu nadprzyrodzonego".
Cud nie jest, zatem faktem ludzkim. Nie może byd dziełem człowieka. Cud możliwy jest tylko dla Boga, który dla jego spełnienia może posłużyd się istotą ludzką. Kto neguje istnienie Boga, nie uznaje też istnienia cudów. Dla naukowca - pozytywisty ze względu na metodę swej pracy i deterministy ze względu na system, któremu hołduje - cuda są po prostu faktami niewytłumaczalnymi. Wielu naukowców tak bardzo wczuwa się w swą rolę, że nie akceptuje nawet idei cudu, jako hipotezy, stwierdzając z niemałą dozą zarozumiałości, iż cuda istnieją jedynie w wyobraźni nieuków. Również wśród wierzących wielu odrzuca możliwośd cudów, uważając je za zjawiska niewytłumaczalne w świetle „obecnego" stanu wiedzy. Są jednak przekonani, iż w przyszłości, dzięki rozwojowi nauki, będziemy w stanie odkryd przyczynę każdego bez wyjątku zjawiska. Kościół w swym nauczaniu przypisuje duże znaczenie cudom. Są one wsparciem dla wiary. Są znakiem. Wizytówką Boga. Wskazaniem mającym dopomóc w zrozumieniu, że właśnie w tym, a nie innym miejscu istnieje coś niezwykłego. Nowy Katechizm przejrzyście wykłada tę sprawę. Podaje, że wiara, która jest darem od Boga, jest również aktem ludzkim, angażującym rozum i wolę; cuda mają ten rozum pobudzid i tę wolę poruszyd. „Racją wiary nie jest fakt, że prawdy objawione okazują się prawdziwe i zrozumiałe w świetle naszego rozumu naturalnego. Wierzymy z powodu «autorytetu samego objawiającego się Boga, który nie może ani sam się mylid, ani nas mylid». «Aby jednak posłuszeostwo naszej wiary było zgodne z rozumem, Bóg zechciał, by z wewnętrznymi pomocami Ducha Świętego były połączone także argumenty zewnętrzne Jego Objawienia». Tak wiec cuda Jezusa Chrystusa i świętych, proroctwa, rozwój i świętośd Kościoła, jego płodnośd i trwałośd «są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich», są «racjami wiarygodności», które pokazują, że «przyzwolenie wiary żadną miarą nie jest ślepym dążeniem Ducha»" (nr 156). Cuda są nam potrzebne. Bez cudów człowiek w swej ułomności z trudem by uwierzył. Stanowią one integralną częśd ekonomii wiary. Jezus posłużył się cudami, aby unaocznid swym współczesnym, iż jest Synem Bożym. W historii zjawisko cudów wielekrod powtarzało się, by zogniskowad zainteresowanie człowieka na Absolucie, na tej wspaniałej rzeczywistości, która ma po śmierci przyjśd, a którą Chrystus obiecał wszystkim wierzącym w Niego. Nazwał ją „Królestwem Niebieskim",


ZNAK UMIŁOWANIA


 Ale cuda mają również inną funkcję. Dzięki nim uwaga ludzka skupia się na osobach, którymi Bóg zechciał posłużyd się, by cudów dokonad. Skoro Bóg wejrzał na te właśnie osoby, skoro wybrał je, by przekazad ludziom swe orędzie - znaczy to, że są one osobami wybranymi, miłymi Bogu, osobami Mu bliskimi i przyjaznymi. Są świętymi.
Tak, więc cuda mają szczególne znaczenie dla poznania sług Bożych. Im większe cuda Bóg przejawia za ich pośrednictwem, tym większa jest ich bliskośd z Nim i tym większa ich świętośd. Niniejsza książka jest próba przedstawienia i analizy niezwykłych faktów z życia Ojca Pio; nie zamierzamy jednakże poprzestad na anegdotycznej i sensacyjnej ich stronie. Chcemy przede wszystkim pokazad w sposób prosty i rzeczowy, jak ogromną skarbnicą świętości był ów skromny, pokorny kapucyn z San Giovanni Rotondo. „Największa postad charyzmatyczna naszych czasów" - jak określił go kardynał Giuseppe Siri. Nie wszystkie nadzwyczajne fakty, jakie przedstawimy na stronicach naszej książki, mogą byd określone, jako cuda w sensie teologicznym. Zawsze jednak są one znakami rzeczywistości nadprzyrodzonej, świadectwami ciągłej obecności Boga i bytów z niewidzialnego świata. Chodzi tu o fakty nader delikatnej natury i treści. Omawiając je trzeba, zatem kierowad się jak największą ostrożnością. Dlatego też temat ten zgłębiałem bardzo starannie, sięgając do najpewniejszych źródeł. O wielu z relacjonowanych przez mnie faktach dowiedziałem się od osób, które zarówno ze względu na swą rolę społeczną, jak i przygotowanie naukowe zasługują na najwyższe poważanie. Niektóre z tychże osób znalazły się w grupie siedemdziesięciu pięciu świadków wybranych do procesu beatyfikacyjnego Ojca Pio przez Kongregację do Spraw Świętych. Składały one swe zeznania pod przysięgą, ich relacje nie mogą zatem nie zasługiwad na zaufanie.


  CUDA OJCA PIO


 Przez pięddziesiąt lat Ojciec Pio nosił na swym ciele stygmaty, czyli widzialne znaki Męki i Śmierci Chrystusa. Terminem „stygmaty" (gr. stigma: piętno) określa się rany pojawiające się bez zewnętrznej przyczyny na dłoniach, stopach i w boku, a przypominające rany ukrzyżowanego Chrystusa. Zwykle pojawiają się one u osób, które prowadzą intensywne życie duchowe, przepojone mistycyzmem, lecz zdarzają się również w innych przypadkach. W dziejach Kościoła odnotowano ponad 350 stygmatyków. Siedemdziesięciu z nich to święci. Jednakże w trakcie procesu kanonizacyjnego każdego z nich stygmaty nie były brane pod uwagę, jako znaki nadprzyrodzone. Trybunał kościelny w ocenie świętości owych osób nie uwzględniał stygmatów, uważając je jedynie za niewytłumaczalne zjawisko.


STYGMATY ŚW. FRANCISZKA Z ASYŻU I WIELU INNYCH ŚWIĘTYCH


W jednym tylko przypadku stygmaty uznane zostały przez Kościół, jako autentyczne, czyli jako rzeczywiste zjawisko nadprzyrodzone, wywołane interwencją Boską. Było tak w przypadku św. Franciszka z Asyżu, pierwszego stygmatyka w historii ludzkiej. Dwa lata przed śmiercią, 14 września 1224 roku, podczas mistycznej ekstazy na górze Yerna, w toskaoskim regionie Casentino - św. Franciszek otrzymał tajemnicze rany, które na trwałe pozostały na jego ciele i widzialne były dla wszystkich stykających się z nim osób. U niektórych świętych stygmaty, mimo że nigdy nie uznane oficjalnie przez Kościół, uważane są w tradycji chrześcijaoskiej oraz w pobożności ludu za autentyczne znaki interwencji mocy nadprzyrodzonych. Tak było w przypadku św. Katarzyny ze Sieny. Przez pięd lat Święta - patronka Włoch i „Doktor Kościoła" - nosiła na swym ciele autentyczne, jakkolwiek niewidzialne dla innych stygmaty. Otrzymała je w 1375 roku w Pizie, w kościółku na brzegiem rzeki Arno (dziś pod jej wezwaniem). Kiedy była pogrążona w modlitwie przed krucyfiksem, rozmyślając o Męce Chrystusa, nagle z krucyfiksu wydobyły się świetliste promienie i przebiły jej dłonie, stopy i bok, zostawiając żywe i bolesne rany. Św. Katarzyna była głęboko zaniepokojona. Znaki te wzbudziłyby z pewnością ludzką ciekawośd, ona zaś pragnęła żyd w odosobnieniu. Dlatego też prosiła Boga, by uczynił je niewidzialnymi dla ludzkich oczu. Jej prośbie stało się zadośd. Tylko ona widziała swe stygmaty, lecz tuż po jej śmierci ukazały się one oczom wszystkich. Błogosławiona Łucja z Narni, żyjąca w latach 1476-1544, nosiła stygmaty przez siedem lat. Św. Katarzyna Ricci (1522-1589) nosiła stygmaty, z których promieniowało tajemnicze światło, niekiedy tak silne, że oślepiało ludzki wzrok.


RANY I SYMBOLE MĘKI I ŚMIERCI JEZUSA W SWYM SERCU OTRZYMAŁO WIELU ŚWIĘTYCH BOŻYCH


Św. Teresa z Avila (1515-1582) otrzymała stygmaty na sercu. To wyjątkowy przypadek. Na jej ciele nie pojawiła się nigdy żadna rana. Ona sama zwierzyła się swemu spowiednikowi, a także napisała w jednym ze swych utworów mistycznych, iż „nosi stygmaty odciśnięte w sercu". Nie stygmaty mistyczne, duchowe, lecz prawdziwe rany.

 Fakt ten sprawdzono dopiero po śmierci Świętej, kiedy zwłoki jej poddano autopsji. Na jej sercu widniało pięd ran, dokładnie takich, jak je opisała za życia. Jedna z ran była długości pięciu centymetrów. Lekarze stwierdzili, iż każda z tych ran wystarczyłaby, żeby spowodowad śmierd człowieka, zaś Święta nosiła je w swym sercu przez 23 lata. Jej serce, w nienaruszonym po 411 latach stanie, przechowywane jest 
relikwiarzu, w hiszpaoskim miasteczku Alba de Torres. Wciąż jeszcze można oglądad świeże rany na sercu św. Teresy z Aviili. Równie zadziwiający był przypadek św. Weroniki Giuliani (1660 - 1727), wielkiej mistyczki z umbryjskiego miasteczka Citta di Castello. Otrzymała ona stygmaty 4 kwietnia 1697 roku i nosiła je przez trzydzieści lat - aż do śmierci. Również i u Weroniki symbole Męki i Śmierci Chrystusa odcisnęły się na sercu. Ujawniła to swemu spowiednikowi. Podczas jednej z wizji, wiedziona ręką Chrystusa, nakreśliła coś na kształt serca, na którym zaznaczyła wszystkie przedmioty „wyryte" na wewnętrznej stronie jej mięśnia sercowego. Rysunek ten ogromnie zaintrygował pozostałe siostry zakonne, przełożone Weroniki, spowiednika, miejscowego biskupa – wszystkich tych, którzy od lat ze zdumieniem i zakłopotaniem oglądali wiele mistycznych faktów z życia Świętej. Lecz by zaspokoid swą ciekawośd, musieli oni czekad aż do jej śmierci. Wtedy to biskup Citta di Castello, Alessandro Codebo, zarządził sekcję zwłok zmarłej zakonnicy. Zadanie powierzono lekarzowi Giovanniemu Francesco Bordiga i chirurgowi Giovanniemu Francesco Gentilemu. Sekcję przeprowadzono w obecności biskupa, kilku kanoników katedralnych, spowiednika Świętej i paru księży - razem siedemnastu świadków, którzy pod przysięgą podpisali sprawozdanie z tej czynności. Była to, zatem ekspertyza udokumentowana, a zarazem zgodna z metodami naukowymi, toteż jej wiarygodności nie można podawad w wątpliwośd. Otworzywszy klatkę piersiową zakonnicy, chirurg wyciągnął z niej przebite na wylot serce, po czym przekroił je na pół. W jego wnętrzu, czyli na ścianach komór sercowych, widniały wszystkie znaki, jakie Weronika opisała i narysowała w swym „Dzienniku".


NAUKA ZAPRZECZA


Bardzo znaną stygmatyczką była Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824): nosiła ona na swej piersi znak krwawiącego krzyża. Louise Lateau (1850-1883), z belgijskiej miejscowości Bois d'Haine, nosiła stygmaty na dłoniach; obficie broczyły one krwią, mimo że skóra na dłoniach była nienaruszona. Zjawisko to zostało zbadane i potwierdzone przez wielu lekarzy, między innymi przez dr Warlomente'a z Belgijskiej Akademii Medycznej. Marie Lulie Jahenny, rówieśniczka Louise Lateau, nosiła stygmaty przez sześddziesiąt lat; badana była wielokrotnie i dokładnie przez profesora Imberta Gourbyre'a.
 Głośno rozprawiano o stygmatach Teresy Neumann, zwanej „stygmatyczką z Konnersreuth", bawarskiego miasteczka, w którym urodziła się ona w 1898 roku i zmarła
w roku 1962. Stygmaty otrzymała w 1926. Na swym ciele nosiła nie tylko znaki ukrzyżowania, lecz także ślady biczowania Chrystusa. Współcześnie żyje wielu stygmatyków. Udało mi się poznad kilku z nich. Najbardziej znaną i godną uwagi jest Natuzza Evolo z kalabryjskiej miejscowości Paravati. Lecz poznałem również „stygmatyzowanych" oszustów, którzy po latach zwodzenia tysięcy wiernych zostali zdemaskowani. Przyczyna, dla której Kościół nie wypowiada się oficjalnie na temat tego zjawiska, nawet w przypadku wielkich świętych, tkwi w złożoności problemu. Nauki medyczne wykazały, bowiem, iż podobne rany mogą byd często wywołane histerią. Parapsychologowie traktują stygmaty, jako objaw autosugestii, nazywany przez nich ideoplastią; termin ten, wzięty z greckiego eidod (wyobrażenie) i plassein (kształtowad), oznacza dosłownie „formę ukształtowaną z idei". Ideoplastią, zdaniem parapsychologów, byłaby źródłem wszystkich zjawisk wynikających z interakcji umysłu z materią. Niemniej z całą pewnością nie można przyjąd, że to autosugestia wywołała rany w sercu św. Teresy z Avili, czy też św. Weroniki Giuliani. Niemożliwe jest również wyjaśnienie w świetle tej teorii faktu, dlaczego stygmaty św. Katarzyny ze Sieny stały się widzialne dopiero po jej śmierci, kiedy jej energia psychiczna już nie istniała. Zjawisko stygmatów do dziś interesuje i medycynę, i teologię. Wprawia w bezgraniczne zdumienie. Ludzie poruszeni są tą tajemnicą - tajemnicą, która nieodparcie przypomina o Męce Chrystusa.


W SZOPIE POD WIĄZEM


 Ojciec Pio otrzymał stygmaty w 1918 roku, w wieku 31 lat. Wydarzenie to ma swą dokładną datę, 20 września 1918 roku, chociaż w rzeczywistości „dopełniało się" ono powoli, etapami. Pierwsze jego oznaki wystąpiły w 1910 roku, kiedy zakonnik z powodu swej niewyjaśnionej choroby opuścił klasztor, by zamieszkad przez pewien czas w domu rodzinnym w Pietrelcinie. Codziennie, po odprawieniu Mszy św., udawał się do miejscowości Piana Romana. Tam, pod rozłożystym wiązem, jego brat Michele postawił szopę, by Pio mógł się modlid i rozmyślad, pozostając jednocześnie na świeżym powietrzu dla podleczenia swych chorych płuc. Wspominając owe lata Ojciec Pio powtarzał: „Nikt nie wie, co działo się w tej szopie". Lecz swemu spowiednikowi wyznał, iż właśnie tam stygmaty zaczęły się objawiad na jego ciele, a było to - po południu 7 września 1910 roku. Odmawiał swoje modlitwy w cieniu wiązu, kiedy to ukazali mu się Jezus i Maryja, i w tym samym momencie na swych dłoniach zobaczył Chrystusowe rany.
Wróciwszy do domu opowiedział o wszystkim proboszczowi Pannullo: „Wujku Torę, błagam, prośmy Chrystusa, by uwolnił mnie od tych znaków. Pragnę cierpied, umrzed z cierpienia, ale żeby to było w ukryciu". Modlili się razem i Bóg wysłuchał ich modlitw. Widoczne znaki stygmatów zniknęły, zostawiając jednak po sobie straszliwe cierpienia. Po roku, we wrześniu 1911, zjawisko powtórzyło się, tym razem z większą intensywnością. Ojciec Pio napisał wówczas do swego kierownika duchowego: „W środku obu dłoni pojawiły się czerwone plamy, o wielkości centa. Towarzyszył temu silny i przenikliwy ból, dotkliwszy w lewej ręce. Ból odczuwam także i pod stopami". W marcu 1912 roku pisał jeszcze: „Od czwartkowego wieczora aż do soboty, a także we wtorek przeżyłem okropne boleści. Serce, dłonie, stopy jakby przeszyte szpadą - tak straszliwego doznaję bólu". 23 sierpnia 1912 roku, w kolejnym liście do swego kierownika duchowego, Ojciec Pio wspominał także o ranie w boku: „Odprawiałem w kościele dziękczynienie po Mszy św., kiedy poczułem nagle, jakby ktoś przeszył me serce ognistą, płonącą strzałą. Zdawało mi się, że umieram". Stygmatyzacja postępowała stopniowo. Dopełnid się miała w 1918 roku, w maleokim San Giovanni Rotondo pod Gargano, gdzie Ojciec Pio spędzi resztę swego życia. Do klasztoru Matki Boskiej łaskawej w San Giovanni Rotondo wysłany został niemalże za karę. Ciążyły wówczas na nim zarzuty o uchylanie się od obowiązków zakonnych, pozostawał, bowiem przez podejrzanie długi okres czasu w swym rodzinnym domu, odmawiając powrotu do klasztoru. A co gorsza, lekarze nie potrafili dokładnie rozpoznad choroby Pio, co utwierdzało jego przełożonych w przekonaniu, iż jest ona zwykłą wymówką. 18 marca 1918 roku Ojciec Pio zwolniony został ze służby wojskowej z przyczyn zdrowotnych. Tym razem lekarze rozpoznali obustronne oskrzelowe zapalenie płuc. „Wysyłamy go do domu, by mógł umrzed w spokoju" - uzasadnili swą decyzję. Młody zakonnik chciał powrócid do rodzinnych stron, lecz władze zakonne skierowały go do San Giovanni Rotondo.


OGNISTA WŁÓCZNIA


 Podówczas San Giovanni Rotondo było mało, komu znaną mieściną. Francesco Morcaldi, zaprzyjaźniony z Pio od 1918 roku, przez wiele lat był tu burmistrzem. Oddajmy mu głos:, »W owych czasach San Giovanni Rotondo było maleokim miasteczkiem, niemalże odciętym od świata z powodu braku dróg i szybkich środków komunikacji. Warunki życia jego mieszkaoców bardziej niż prymitywne - brak światła, wody pitnej i najprostszych chociażby sanitariów. Wielodzietne rodziny gnieździły się pod tym samym dachem ze zwierzętami, w mrocznych i dusznych ruderach, niżej poziomu ulicy. Choroby zakaźne zbierały smutne żniwa. Częste były napady rabunkowe i zbrodnie, siejące postrach wśród ludności".
W klasztorze Ojciec Pio pełnił funkcję spowiednika parafian oraz kierownika duchowego młodych chłopców pragnących poświęcid się życiu zakonnemu. Alumnów było niewielu, toteż Pio miał sporo wolnego czasu, który spędzał na modlitwie. W dniu 5 sierpnia 1918 roku, kiedy spowiadał swych chłopców, spotkało go nadzwyczajne doznanie mistyczne, które tak opisał w liście do swego kierownika duchowego: „Słuchałem spowiedzi, kiedy nagle zdrętwiałem z przerażenia: przed oczami mego umysłu stanął Niebiaoski Gośd. Trzymał w ręku coś na kształt narzędzia podobnego do długiej, żelaznej klingi, zakooczonej dobrze wyostrzonym szpicem, który zdawał się ziad ogniem. I tym rozpalonym narzędziem rzucił z całych sił w mą duszę. Z wielkim trudem wydobyłem z siebie jęk. Zdawało mi się, że umrę. Chłopca, którego spowiadałem, poprosiłem, żeby odszedł, gdyż czułem się bardzo źle i nie miałem siły dalej spowiadad. Ta męka trwała nieprzerwanie aż do 7 sierpnia rano. Nie potrafię opisad moich cierpieo. Miałem uczucie, jakby mi rozdzierano wnętrzności. Od owego dnia zacząłem nosid w sobie śmiertelną ranę. W samej głębi duszy czuję stale otwartą ranę, źródło mych ustawicznych katuszy". Ból spowodowany tym mistycznym przeżyciem trwał aż do 20 września. Chwilami cierpienie tak się wzmagało, że młody zakonnik błagał o śmierd. Oto, co napisał w owych dniach do swego kierownika duchowego: „Rana jest tak bolesna, że wystarczyłaby tysiąckrod na zadanie mi śmierci. Boże, dlaczego nie umieram? A jednak jesteś okrutny - głuchy na krzyk cierpiącego, nie dajesz mu ukojenia. Wybacz mi, Ojcze, chyba tracę zmysły. Nie wiem, co mówię. Nadmiar cierpieo doprowadza mnie, wbrew mej woli, do złości". „Czułem, że umieram" Rany, jakie objawiły mu się w czasie mistycznej wizji w dniu 5 sierpnia, stały się widzialne 20 września. Ojciec Pio opisał to niezwykłe wydarzenie w następujący sposób: „Siedziałem na chórze po odprawieniu Mszy świętej, kiedy owładnęła mną jakaś dziwna ociężałośd, podobna do słodkiego snu. Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także cała dusza pogrążyły się w nieopisanym ukojeniu. Trwałem w tym stanie, gdy zobaczyłem nagle obok siebie tajemniczą postad, podobną do tej, którą widziałem już 5 sierpnia, z tą tylko różnicą, że ta miała ręce, stopy i bok broczące krwią. Jej widok przeraził mnie. Doznałem uczud, których nigdy nie zdołam opisad. Czułem, że umieram, i umarłbym, gdyby Pan nie podtrzymał kołaczącego się w piersiach serca. Kiedy tajemnicza postad zniknęła, spostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok są przebite i ociekają krwią. Proszę sobie wyobrazid mękę, jakiej wówczas doznałem i doznaję nieustannie każdego dnia, Rana serca krwawi obficie, zwłaszcza od piątkowego wieczora do soboty. Obawiam się, że umrę z upływu krwi, jeśli Pan nie wysłucha mych jęków i nie odejmie mi tych ran. Niech zostawi mi ból i mękę, lecz niechaj odejmie mi te znaki zewnętrzne, które sprawiają mi nieopisane zawstydzenie i upokorzenie".
 Z zeznao współbraci Ojca Pio, którzy mieszkali wówczas w San Giovanni Rotondo, wynika, iż po otrzymaniu stygmatów z trudem dowlókł się on z chóru do swej celi
(oznaczonej wówczas numerem 5) zostawiając po sobie na posadzce korytarza krwawe ślady Jak tylko wszedł do celi, starał się zahamowad krwotok obwiązując dłonie i stopy chusteczkami. Opatrunki nie mogły nie byd zauważone, toteż gwardian klasztoru zażądał wyjaśnieo. Ojciec Pio musiał mu pokazad swe rany. Ojciec Paolino poinformował o wszystkim prowincjała, który nakazał zachowanie całego wydarzenia w tajemnicy, po czym bezzwłocznie udał się do San Giovanni Rotondo. Obejrzał rany i nie wiedząc, co czynid, wysłał list do generała zakonu, stwierdzając między innymi: „Nie są to plamy ani też odciśnięte ślady, lecz autentyczne rany na wylot. W boku zaś widnieje istne rozdarcie, z którego nieustannie wypływa krew bądź krwawa ciecz". Na nic zdało się bezwzględne milczenie Ojca Pio, jak i ostrożnośd jego przełożonych. Wiadomośd o „bracie ze stygmatami" lotem błyskawicy obiegła Apulię, a wkrótce potem całe Włochy i inne kraje, dając początek pielgrzymowaniu do San Giovanni Rotondo tłumów ludzi, żądnych zobaczyd to dziwne zjawisko na własne oczy. Dała również początek sporom pomiędzy tymi, którzy pośpiesznie rozgłaszali światu o cudzie, a tymi, którzy z góry negowali wszystko. Do spokojnego klasztoru kapucynów zaczęli zjeżdżad się dziennikarze. Doszło do pierwszych głośnych nawróceo i pierwszych „cudów", przypisywanych „świętemu ze stygmatami". Przełożeni zakonni czuli się w obowiązku poddania tych dziwnych ran badaniu lekarskiemu. Trzeba było odpowiedzied na ataki kierowane pod adresem Ojca Pio i całej wspólnoty zakonnej w San Giovanni Rotondo, oskarżanym o szalbierstwo.


BADANIA LEKARSKIE


 Pierwszym lekarzem, który badał stygmaty Ojca Pio, był profesor Luigi Romanelli, ordynariusz szpitala w Barletcie. Zbadał zakonnika, z polecenia prowincjała, w dniach 15 i 16 maja 1919 roku. W swoim sprawozdaniu napisał między innymi: „Obrażenia widoczne na dłoniach pokryte są błoną czerwonobrązowej barwy, bez punktu krwawiącego i opuchlizny. Brak również śladów zapalenia sąsiednich tkanek. Przekonany jestem, a wręcz pewny, iż nie są to rany powierzchowne, gdyż przyciskając równocześnie dłoo kciukiem, zaś palcem wskazującym wierzch ręki czuje się wyraźnie, iż w środku jest puste miejsce. Obrażenia stóp mają identyczny charakter. W boku widnieje wyraźne nacięcie, równoległe do żeber, długie na siedem do ośmiu centymetrów. Odnotowałem uszkodzenia tkanek miękkich. Jak w każdym przypadku obrażeo klatki piersiowej, nie można przeprowadzid sondowania rany, stąd trudno jest ocenid jej głębokośd i kształt. Rana mocno krwawi, a krew ma charakter tętniczy".
W dwa miesiące później, 26 lipca, na prośbę władz kościelnych, do San Giovanni Rotondo przybył profesor Amico Bignami, kierownik Katedry Patologii w Uniwersytecie Rzymskim. Badaniu ran Ojca Pio profesor poświęcił cały tydzieo. Jego wnioski w zasadzie nie różniły się od wniosków profesora Romanellego. Również ocena osobowości Stygmatyka pełna była słów uznania. Będąc jednakże pozytywistą i przekonanym ateistą, postawił wnioski zgodne z uznawanymi przez siebie teoriami. Stwierdził, iż jego zdaniem jedynie w początkowej fazie stygmaty były „charakteru patologicznego (wywołane neurotyczną martwicą skóry), następnie zaś wspomagane były byd może nieświadomie, poprzez autosugestię, jakimś środkiem chemicznym, na przykład jodyną". Takim stwierdzeniom ostro sprzeciwił się profesor Romanelli. Ponowił badania ran Ojca Pio i napisał nowe sprawozdanie, w którym punkt po punkcie zbijał tezy Bignamiego. Dokładne badania Stygmatyka przeprowadził wraz z profesorem Romanellim doktor Giorgio Festa. Opisał je w pokaźnym tomie opublikowanym pod tytułem „Tajemnice wiedzy i światła wiary”. Festa podał w wątpliwośd tezy profesora Bignamiego, zauważając: „Obrażenia powstałe w jakikolwiek - nieważne, w jaki – sposób powinny były zgodnie z naturą rzeczy bądź z wolna zabliźniad się, bądź przejśd w stadium martwicze spowodowane działaniem zarazków, czego przecież trudno było uniknąd". Przeciwko profesorowi Bignamiemu obrócił się nawet eksperyment, który on sam polecił przeprowadzid. Wybitny naukowiec zakładał, iż rany Ojca Pio zagoją się, jeśli zakaże mu się smarowania ich jodyną przez jeden tydzieo. Zalecony eksperyment przeprowadzono z jak największą skrupulatnością. Po ośmiu dniach rany nie tylko nie zagoiły się, lecz krwawiły jeszcze obficiej. Ojciec Paolino z Casacalendy, jeden ze świadków eksperymentu, napisał: „Ósmego dnia, po ściągnięciu opatrunków, rany Ojca Pio krwawiły tak obficie, że musieliśmy donieśd mu w czasie Mszy świętej chusteczki, by mógł zetrzed całą tę krew ze swych dłoni".


ZAGADKA GEMELLEGO


 Niedługo po wyjeździe profesora Bignamiego w San Giovanni Rotondo zjawił się o. Agostino Gemelli, założyciel mediolaoskiego Uniwersytetu Katolickiego Najświętszego Serca. Po swej wizycie ojciec Gemelli negatywnie ustosunkował się i do osoby Ojca Pio, i do jego stygmatów. Opinia Gemellego miała zgubny wpływ na ocenę kapucyna z Pietrelciny zarówno pośród kleru, jak i katolików świeckich. Odtąd we wszystkich artykułach, książkach, programach radiowych i telewizyjnych poświęconych sprawie Ojca Pio powtarzało się stwierdzenie: „A jednak o. Gemelli był przeciw".
W 1920 roku o. Agostino Gemelli miał 32 lata. Był konwertytą. Ukooczył studia medyczne i posiadał specjalizację z psychologii. Cieszył się dużym autorytetem. Duchowny, lekarz i psycholog – był bez wątpienia najlepiej przygotowaną osobą wśród wszystkich tych, którym przyszło badad tego rodzaju tajemnicze zjawisko. Jednakże Gemelli nigdy nie oglądał stygmatów Ojca Pio, a zatem nie powinien był wydawad na ten temat jakiejkolwiek opinii. A jednak, kto wie, z jakich powodów, wyraził opinię potępiającą, popełniając błąd, którego historia nigdy mu nie wybaczy. Ojciec Gemelli udał się do San Giovanni Rotondo 18 kwietnia 1920 roku. Jego podpis widnieje pod tą właśnie datą w rejestrze klasztornych gości. Towarzyszyła mu postad dośd popularna w kręgach katolickich - Armida Borelli, założycielka Sekcji Młodzieży Żeoskiej przy Akcji Katolickiej i współpracowniczka o. Gemellego przy tworzeniu Uniwersytetu

Drukuj cofnij odsłon: 2531 aktualizowano: 2011-12-03 15:09 Junior Do góry
Parafia Rzymsko - Katolicka p.w. Opatrzności Bożej ul. Marii Dąbrowskiej 19, 70-783 Szczecin, os. Majowe, tel. +48 91 464 23 42
P K O BP 0/III Szczecin – nr 24 1020 4812 0000 0102 0056 8204

© 2021 - Wszelkie Prawa Zastrzeżone